Press "Enter" to skip to content

Max Bravura – Too Bravura (2021)

Moje przepraszanie się z polską muzyką zacząłem z grubej rury. Nie spodziewałem się i zostałem mile spoliczkowany. Ale po kolei. Nie wiem zbyt wiele na temat tego zespołu, strzępki informacji przeczytałem w internecie. Max Bravura pochodzą ze Śląska, mają na koncie kilka numerów, epkę, no i świeżo przyrządzony, krótki ale treściwy longplay. Na ten moment nie potrzebuję wiedzieć nic więcej, ponieważ ten album mówi sam za siebie i już po pierwszym przesłuchaniu moje dłonie same składały się do oklasków. Płyta rozpoczyna się rasowym punkowym młotkiem „OFF!”. W tym trwającym aż minutę numerze upchali wszystko i o dziwo wszystko się zgadza: dobre brzmienie, sowizdrzalski wokal, tempo, treść, wałkowany szlagwort i delikatny pocisk na Artura Rojka. Dalej dostajemy „Myśliwych”, kawałek który nie do końca przypadł mi do gustu za pierwszym razem. W pełni doceniłem go jednak po kilku przesłuchaniach i myślę, że właśnie w tej niejednoznaczności tkwi jego moc. Świetnie się rozwija, po drugim refrenie zmienia barwę i zostawia dzwoniący z tylu głowy niepokój. Tekst jest również osobliwy, wciąż odkrywam w nim ukryte warstwy. Kolejne trzy numery „Teardrops”, „My voice” oraz „Johnny” to świetne kompozycje, kapitalne melodie i wokal jakiego dawno nie słyszałem. Doskonale rozumiem to językowe rozdwojenie jaźni w przypadku tej płyty, ponieważ wokalista ma się tu czym pochwalić. Barwa głosu i linie melodyczne to jedno, bardzo dobry angielski to drugie, no ale kontrola głosu i jego emisja to już nie są byle dyrdymały moi mili, tu już należy się uznanie i szacunek. Wokalista, Maciej Wachowiak, genialnie operuje swoim głosem, brzmi mocno zarówno w niskich jak i wysokich rejestrach, swobodnie się między nimi porusza. Momentami przypomina mi wokal Sama McTrustyego z kapeli Twin Atlantic, nawet szkocki akcent się zgadza. Kawałek „Repetetywny” to solidny kawał rock’n’rolla ze znakomitą partią gitary, wkurwem i harmonią a’la Billy Talent. „Mostly 4 fun” i „Reasons” to moje ulubione numery, przepiękne słodko-gorzkie melodie i śpiew, który wprawia mnie w osłupienie. Słucham i nie wiem czy to śpiewa jedna osoba, czy to może cały zespół się wokalnie udziela. Te kawałki opowiadają mi historie, w które chcę się wsłuchiwać. Gitary pięknie współbrzmią z synthami, a pod tym wszystkim łupią kapitalne bębny. Bicia tu są nietuzinkowe i smaczne, bębniarz odwala tu kawał dobrej roboty. Numer „Reasons” przywodzi mi na myśl najlepsze czasy the killers z płyty „Hot fuss”. Okładka bardzo mi się podoba, nie wiem czy przedstawia cierpienie, czy głupi śmiech – wiem, że wywołuje we mnie uczucie jakiegoś niepokoju i rozdygotania. Idealnie współgra z warstwą muzyczną. Świetny zespół, chciałbym jutro pójść na ich koncert.

Ulubiony numer: „Reasons”

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *