Press "Enter" to skip to content

L. J. Grace, Dan Ozzi – Trans (Wyd. Czarne – 2021)

Jestem wielkim fanem wszystkich wcieleń Laury. Uwielbiam jej twórczość solową, zespół AgainstMe! i muzykę z okresu, gdy była uwięziona w ciele Toma Gabela. Sami więc rozumiecie, że ta pozycja musiała się znaleźć na mojej półce. To moja pierwsza książka, którą zamówiłem w przedsprzedaży, nie nazwałbym tego jednak wówczas zakupem w ciemno – byłem przekonany, że treść będzie na wysokim poziomie. Przez pryzmat piosenek, które tak mocno do mnie przemawiają, zaufałem literackiej wrażliwości Laury i…

… oczywiście się nie zawiodłem. Książkę przeczytałem w dwa wieczory. Płynąłem z narracją, bez zmęczenia uczestniczyłem w kolejnych etapach jej niełatwego życia. Jej wewnętrzne zmagania, poszukiwania tożsamości zostały przedstawione wprost, bez zbędnego patosu i romantyzowania. Są ostre i klarowne, jak jej piosenki. Rozumiałem tę udrękę i szamotaninę z życiem, mimo że przecież nie sposób mi postawić się w roli kobiety uwięzionej w męskim ciele. Świat nie przestanie być wobec nas wrogi i nie przestaniemy ranić bliskich, jeśli najpierw nie pogodzimy się z własnym ja – to moim zdaniem główne przesłanie tej książki. Wydawać by się mogło, że to banał, lecz jest to prawda głęboko w nas ukryta i trudna do zrealizowania w dzisiejszym świecie. Świecie powierzchowności i ogromnej presji wynikającej z dostosowywania się do pewnych moralnych, czy społecznych standardów. W książce nie uświadczymy żadnego ględzenia, czy moralizatorstwa, pewne myśli po prostu nasuwają się same – to jedna z ważniejszych cech dobrej literatury.

Dodatkowo ta książka to istna perełka dla wszystkich fanów amerykańskiego punk rocka. Znajdziemy tu masę różnych anegdot z tras koncertowych, koncertów, nagrywek w studiu, spotkań i relacji członków AgainstMe! z innymi zespołami. Bardzo ciekawe są również opisy i wszelkie inspiracje towarzyszące muzykom AgainstMe! w nagrywaniu poszczególnych albumów. Dzięki lekturze z wielką przyjemnością wróciłem też do nagrań, które z jakiegoś powodu na przestrzeni lat lekceważyłem. To wspaniałe uczucie móc na nowo poznawać twórczość Laury.

Kilka lat temu w Berlinie byłem na solowym koncercie Toma Gabela w ramach trasy „Revival Tour”. Zwróciłem wówczas uwagę na jego osobliwy wygląd, był niemal całkowicie pozbawiony włosów na ciele poza gęstymi piórami opadającymi na ramiona oraz miał delikatne, niemal kobiece rysy twarzy. Pamiętam tę dziwną, energię, która emanowała ze sceny podczas jego występu. Nie wiem dlaczego, ale obserwując go, czułem się skrępowany. O tym zdarzeniu przeczytałem później w tej książce… teraz wiem, że na własnej skórze poczułem demony, z którymi zmagał się wówczas Tom.

8/10

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *