Press "Enter" to skip to content

Kategoria: Co czytam

Dni, których nie znamy

Na wstępie muszę podziękować mojemu przyjacielowi Rogalowi, że podrzucił mi ten komiks. „Koniecznie musisz to przeczytać. Końcówka taka, że ręce mi się trzęsły” – mówił. Natychmiast zorganizowałem sobie godzinę, aby pozostać pod wpływem jego nadszarpniętych nerwów i na świeżo dać się spoliczkować.

Kojarzycie to miejsce w okolicach łokcia, które powoduje elektryczne zwarcie jak się w nie walniecie? Po przeczytaniu Dni, których nie znamy miałem wrażenie jakby ktoś wsadził mi mikro-szpileczkę w serce, a ten prąd naraz zamigotał w tysiącach nerwowych nitek. Niezwykle sugestywna i wzruszająca opowieść. Pozostawia posmak goryczy i nieznośnie dzwoniące w głowie pytania. Ile życia jest w naszym życiu? Czy aby coś w pełni docenić, najpierw musimy to utracić? Czy prawdziwa miłość istnieje tylko w sferze „post factum”? Osobiście – bardzo mocno wypunktowała moje ukryte lęki i spotęgowała potrzebę bycia kochanym. Nie tylko przez innych, ale i samego siebie.

Ktoś to dobrze określił, że po lekturze tego komiksu jest jak po rozmowie z kimś bardzo mądrym. Rozmowa trwa chwilę, ale pozostaje z Tobą na długo. Co do rysunków, kreska i kolory bardzo dobre. Płyną razem z treścią, przez co wchłania się ten komiks na jednym wdechu.

L. J. Grace, Dan Ozzi – Trans (Wyd. Czarne – 2021)

Jestem wielkim fanem wszystkich wcieleń Laury. Uwielbiam jej twórczość solową, zespół AgainstMe! i muzykę z okresu, gdy była uwięziona w ciele Toma Gabela. Sami więc rozumiecie, że ta pozycja musiała się znaleźć na mojej półce. To moja pierwsza książka, którą zamówiłem w przedsprzedaży, nie nazwałbym tego jednak wówczas zakupem w ciemno – byłem przekonany, że treść będzie na wysokim poziomie. Przez pryzmat piosenek, które tak mocno do mnie przemawiają, zaufałem literackiej wrażliwości Laury i…

… oczywiście się nie zawiodłem. Książkę przeczytałem w dwa wieczory. Płynąłem z narracją, bez zmęczenia uczestniczyłem w kolejnych etapach jej niełatwego życia. Jej wewnętrzne zmagania, poszukiwania tożsamości zostały przedstawione wprost, bez zbędnego patosu i romantyzowania. Są ostre i klarowne, jak jej piosenki. Rozumiałem tę udrękę i szamotaninę z życiem, mimo że przecież nie sposób mi postawić się w roli kobiety uwięzionej w męskim ciele. Świat nie przestanie być wobec nas wrogi i nie przestaniemy ranić bliskich, jeśli najpierw nie pogodzimy się z własnym ja – to moim zdaniem główne przesłanie tej książki. Wydawać by się mogło, że to banał, lecz jest to prawda głęboko w nas ukryta i trudna do zrealizowania w dzisiejszym świecie. Świecie powierzchowności i ogromnej presji wynikającej z dostosowywania się do pewnych moralnych, czy społecznych standardów. W książce nie uświadczymy żadnego ględzenia, czy moralizatorstwa, pewne myśli po prostu nasuwają się same – to jedna z ważniejszych cech dobrej literatury.

Dodatkowo ta książka to istna perełka dla wszystkich fanów amerykańskiego punk rocka. Znajdziemy tu masę różnych anegdot z tras koncertowych, koncertów, nagrywek w studiu, spotkań i relacji członków AgainstMe! z innymi zespołami. Bardzo ciekawe są również opisy i wszelkie inspiracje towarzyszące muzykom AgainstMe! w nagrywaniu poszczególnych albumów. Dzięki lekturze z wielką przyjemnością wróciłem też do nagrań, które z jakiegoś powodu na przestrzeni lat lekceważyłem. To wspaniałe uczucie móc na nowo poznawać twórczość Laury.

Kilka lat temu w Berlinie byłem na solowym koncercie Toma Gabela w ramach trasy „Revival Tour”. Zwróciłem wówczas uwagę na jego osobliwy wygląd, był niemal całkowicie pozbawiony włosów na ciele poza gęstymi piórami opadającymi na ramiona oraz miał delikatne, niemal kobiece rysy twarzy. Pamiętam tę dziwną, energię, która emanowała ze sceny podczas jego występu. Nie wiem dlaczego, ale obserwując go, czułem się skrępowany. O tym zdarzeniu przeczytałem później w tej książce… teraz wiem, że na własnej skórze poczułem demony, z którymi zmagał się wówczas Tom.

8/10

Opowieści z Narnii

„Opowieści z Narnii” powinien przeczytać każdy, chociaż raz w życiu. Mówię to z pełną świadomością jako czytelnik, który zabrał się za to dopiero po trzydziestce. Świat namalowany przez C.S.Lewis’a, pełen baśniowych stworów, zwierząt mówiących ludzkim głosem, pięknych i zarazem przerażających krain, okrutnych władców i szlachetnego Aslana jest czymś absolutnie ponadczasowym i głębokim. Podróż do Narnii nie jest relaksującym wypadem na weekend. Droga jest kręta, prowadzi przez nieoświetlone zaułki, zagadkowe rozwidlenia i mgliste tereny. Ale to piękna podróż, podczas której dobrotliwy narnijski duch nie odstępuje od nas na krok. Bogactwo symboli i niejednoznacznych sygnałów powodują, że te fantastyczne historie kontemplujemy wiele godzin po zamknięciu książki i, jak to było w moim przypadku, splatamy je z historiami z własnego życia. Z pewnością „Opowieści z Narnii” potrafią wysupłać z czytelnika to jego wyjątkowe coś, tę wrażliwość niepodobną do żadnej innej. To dobra i mądra rzecz, na którą nigdy nie jest za późno.

Moja ulubiona część: „Podróż Wędrowca do Świtu”

Traktat o łuskaniu fasoli (W. Myśliwski)

Trochę żałuję, że tak późno poznałem twórczość Myśliwskiego. Jest to pisarz wyjątkowy i nie mam wątpliwości, że inne jego dzieła również dostarczą mi wielu wzruszeń. Odnajduję w autorze podobną wrażliwość, zwłaszcza kiedy czynnościom z pozoru banalnym nadaje rangę mistycyzmu. W prostych, na co dzień niezauważalnych rzeczach, tkwi istota ludzkiego jestestwa. Na podstawie poruszającej historii głównego bohatera (wojenne dzieciństwo, okres młodzieńczych pasji i rozczarowań, wieloletnia tułaczka po świecie i powrót do kraju) Myśliwski odkrywa zależności pomiędzy przeznaczeniem a przypadkiem. Czytałem z ołówkiem w ręku, gotowy zaznaczać kolejne cytaty. Skarbnica.

P.S. Dziękuję Monice i Maćkowi, tę książkę dostaliśmy od nich jako prezent ślubny.

Rok wydania: 2006

Ulubiony cytat:
Pierwsze światło w całej wsi w naszym oknie, wydawało się, jakby pierwsze na świecie. Pierwsze światło, powiem panu, jest zupełnie inne, niż kiedy się już świeci i tu, i tam, i we wszystkich oknach, we wszystkich domach. Blask jego jest inni i nie ma znaczenia, czy pochodzi z naftowej lampy, czy z żarówki. Mdłe , jak to z naftowej lampy, a ma się wrażenie, ze nie tylko świeci. Żyje. Bo, według mnie, są światła żyjące i światła umarłe. Takie, co tylko świecą, i takie, co pamiętają. Co odpychają i zapraszają. Co patrzą i nie poznają. Co im wszystko jedno, komu świecą, i takie, które wiedzą komu. Co niechby świeciły najjaśniej, a ślepe są. I takie co ledwo się tlą, a widzą aż po koniec życia.