Press "Enter" to skip to content

Miesiąc: Czerwiec 2019

Spotkanie

Ostatnia godzina dłuży się w nieskończoność. Toczę rozpaczliwą walkę ze zmęczeniem. Nerwowo mrugam powiekami, starając się strzepnąć z nich ciężkie hałdy snu. Wiercę się w fotelu z rękoma przyklejonymi do kierownicy szukając pozycji, która ma mi zapewnić natychmiastową ulgę. Po chwili dochodzi do mnie, że ta desperacka gimnastyka jest bezcelowa. Nie dam rady, czas wywiesić białą flagę. Uginam się pod naciskiem oprawcy, który nie zna litości. Włączam awaryjne i zjeżdżam na pobocze. Mój nieoczekiwany manewr wytrąca ze snu Blankę. Pyta czy wszystko w porządku, a ja że muszę chociaż na pięć minut zamknąć oczy, bo nas pozabijam. Nie dam rady nawet do najbliższej stacji. Moje ciało i umysł postanowiły sflaczeć i odmawiają posłuszeństwa. 

Przytaczam Blance historię kierowcy, który zasnął za kółkiem i zahaczył o pas zieleni. Trzysta metrów dalej jego auto skurczyło się do rozmiarów puszki po piwie, a kierowca zasnął na wieki. Ciekawi mnie co leciało wtedy w radiu. Jaka ścieżka dźwiękowa towarzyszyła temu nieszczęśnikowi w jego finałowej scenie? Stairway to heaven, czy raczej Highway to hell? A może nadawali informacje o korkach, albo jakąś idiotyczną reklamę? Nie chciałbym umierać do reklamy. Blanka mówi, że jestem głupi i słusznie zauważa, że ten smutny los może nas spotkać też tu, na tym poboczu. Auta prują od nas na grubość włosa, jesteśmy ledwo widoczni, wtopieni w noc. Blanka chce przechwycić stery, żebym mógł się przespać. Dyplomatycznie odmawiam i wychodzę, aby rozprostować gnaty. Noc jest upiornie czarna. Wciągam nosem mroźne powietrze, dreptam w miejscu i sięgam po papierosy. Blanka nie jest zachwycona, że tu stoimy, więc palę w pośpiechu. Widzę jak z daleka nadciąga TIR. Sztywnieję, czekając na złowieszczy podmuch tego potwora. Odwracam się od jezdni, przed moimi oczami znikąd wyrasta wysoki mężczyzna w kapeluszu. Stoi tuż za barierką na tle mrocznej otchłani. Nie potrafię go opisać, dostrzegam jedynie sylwetkę i czuję obecność. Wpatruje się we mnie i powoli unosi rękę. Długimi palcami chwyta za rondo kapelusza. W blasku nadjeżdżającej ciężarówki witam się z nieznajomym. 

Oszołomiony dziwnym spotkaniem czmycham do auta. Blanka śpi zawinięta w moją bluzę. Zapalam silnik i włączam radio. Za niecałą godzinę będziemy na miejscu. 

Szczecin, kwiecień 2019 r.

Weekend w Warszawie

Zacznę od tego, że to weekend wyjątkowy. Głównie ze względu na to, że zmieniłem zawód. Od teraz wszystkim wszędzie będę mówił, że jestem muzykiem (o ile mnie o to zapytają). Nie będę już gorzko cedził przez zęby, że grafik, że dziennikarz, że własna działalność, że chujwieco. Po prostu, jestem muzykiem, artystą. Jestem tym, kim zawsze chciałem zostać i będę to ogłaszał dumnie. Tak się życie ułożyło, że nagrywam solowy album. Jest producent, jest wydawca, jest studio, no i jest MUZYK. Fanfary!

Przyjechaliśmy do Warszawy na kilka dni. Lubię tu przyjeżdżać, spacerować, chodzić po knajpkach, spotykać się ze znajomymi i rodziną, urżnąć się nad Wisełką. Natomiast nie lubię tu mieszkać, to miasto jest dla mnie za skomplikowane, a ja zbyt prosty. Kontrasty bywają męczące.

Byliśmy dziś na lodach w modnej cukiernio-kawiarni. Jako, że prowadzę osobisty ranking lodów śmietankowych (myślę, że niedługo upublicznię swoje spostrzeżenia na łamach audiowidoków) nie mogłem tej okazji przepuścić, zwłaszcza że dopiero otworzyła swoje podwoje. Kolejka jak po srajtaśmę za komuny. Albo lody wybitne, albo to magia popularnego miejsca i kolorowych neonów przyciąga tłumy. Okazało się, że to drugie. Po dwudziestu minutach mlaskałem dwie zimne kule bez smaku. Nawet nie biorę pod uwagę tego miejsca w moim rankingu. Kolejka modnie ubranych ludzi się powiększała, a ja ostentacyjnie ciapkałem przed nimi tę tłustą lodową masę, gmerałem w kubeczku ze zgorzkniałą miną. Modnie, kolorowo i z pompą, a mdli. Myślę, że właśnie tak mam z tą Warszawą…

Z drugiej strony Warszawa jest dla mnie ważna, ponieważ tu dorastałem. Rozkrok pomiędzy byciem dzieckiem, a dorosłym nigdzie nie był tak bolesny jak tu. Moje warszawskie wspomnienia są ciągle żywe, pełne kolorów, ponieważ żyłem tutaj intensywnie. Nie jestem stary, a czuję że swoją młodość zatraciłem w tym mieście.

Jutro rano wracamy do domu. Wieczorem mam próbę, muzycy muszą grać próby.