Press "Enter" to skip to content

Miesiąc: Kwiecień 2018

Jericho Sirens (Hot Snakes)

Tegoroczna zima była nadzwyczajna. Szarzyzna polskiego krajobrazu wydawała mi się bardziej szara, a nijakość bardziej nijaka. Kęs po kęsie, otaczająca mnie aura brutalnie wyżerała ze mnie resztki sił witalnych. Potrzebowałem słońca, najlepiej w kroplówce. Potrzebowałem impulsu do natychmiastowego wykrzesania życiodajnej energii. Podłoże było wyjątkowo podatne…

Wraz z pojawieniem się pierwszych ciepłych dni napłynęły nowe dźwięki od Hot Snakes. Wystarczyła iskra. Czyste, naturalne oszołomienie. Otwierający album numer „I need a Doctor” był jakby potwierdzeniem, że odnalazłem właściwe, tak wymodlone wybawienie. Później już było tylko lepiej. Krótkie, bezwzględne rock’n’rollowe piosenki działają jak strzały w pysk na ocucenie. Brzmienie dzwoniącego telecastera i skrzeczący głos Ricka Froberga wspaniale tu współgrają. Pojawiające się gdzieniegdzie rytmiczne zawijańce nie są wykombinowane na siłę, lecz uwydatniają naturalną dynamikę poszczególnych kompozycji. Cieszę się, że ta perełka trafiła do mnie w odpowiednim czasie. Polecam wszystkim szukającym mobilizacji do powstania z zimowego snu.

Rok wydania: 2018

Ulubiony numer: „Psychoactive”

Trouble will find me (The National)

Człowiek miewa czasem potrzebę zamartwiania się. I to bez konkretnego powodu. Jeśli brakuje mi pretekstu, aby obudzić w sobie głęboko uśpione demony, sięgam po sprawdzony akompaniament. „Trouble will find me” potrafi wyrwać mnie z beztroskiej nieświadomości i wrzucić w wir rozterek i niepokojów. Na pograniczu snu i jawy. Brzmi trochę okrutnie, ale kontemplując tytuł albumu, wiem na co się piszę, prawda? Muzyka tutaj płynie jednostajnie. Jak górski potok, nigdzie się nie spieszy, nie musi udowadniać swojej siły. Nie ma gwałtownych przypływów i nieoczekiwanych zwrotów. Berninger z właściwą sobie nonszalancją pięknie maluje śpiewem ten pejzaż. Można się przyglądać bez końca.

Rok wydania: 2013

Ulubiony numer: „Fireproof”

Traktat o łuskaniu fasoli (W. Myśliwski)

Trochę żałuję, że tak późno poznałem twórczość Myśliwskiego. Jest to pisarz wyjątkowy i nie mam wątpliwości, że inne jego dzieła również dostarczą mi wielu wzruszeń. Odnajduję w autorze podobną wrażliwość, zwłaszcza kiedy czynnościom z pozoru banalnym nadaje rangę mistycyzmu. W prostych, na co dzień niezauważalnych rzeczach, tkwi istota ludzkiego jestestwa. Na podstawie poruszającej historii głównego bohatera (wojenne dzieciństwo, okres młodzieńczych pasji i rozczarowań, wieloletnia tułaczka po świecie i powrót do kraju) Myśliwski odkrywa zależności pomiędzy przeznaczeniem a przypadkiem. Czytałem z ołówkiem w ręku, gotowy zaznaczać kolejne cytaty. Skarbnica.

P.S. Dziękuję Monice i Maćkowi, tę książkę dostaliśmy od nich jako prezent ślubny.

Rok wydania: 2006

Ulubiony cytat:
Pierwsze światło w całej wsi w naszym oknie, wydawało się, jakby pierwsze na świecie. Pierwsze światło, powiem panu, jest zupełnie inne, niż kiedy się już świeci i tu, i tam, i we wszystkich oknach, we wszystkich domach. Blask jego jest inni i nie ma znaczenia, czy pochodzi z naftowej lampy, czy z żarówki. Mdłe , jak to z naftowej lampy, a ma się wrażenie, ze nie tylko świeci. Żyje. Bo, według mnie, są światła żyjące i światła umarłe. Takie, co tylko świecą, i takie, co pamiętają. Co odpychają i zapraszają. Co patrzą i nie poznają. Co im wszystko jedno, komu świecą, i takie, które wiedzą komu. Co niechby świeciły najjaśniej, a ślepe są. I takie co ledwo się tlą, a widzą aż po koniec życia.

Cavalcade (The Flatliners)

Jeden z moich ulubionych albumów. Przełomowy, zarówno w mojej muzycznej świadomości, jak i sądzę twórczej inwencji chłopaków z Ontario. Romansowanie ze stylistyką ska-podobną na tym albumie jest sporadyczne, co osobiście mnie cieszy. Teraz jest szybciej, głośniej, surowiej. Bulgoczący wokal Chrisa bez pudła prowadzi melodie, które pięknie współgrają z prostymi, ale niebanalnymi riffami. Linia basu nadaje całokształtowi intrygującej liryczności. Muzycznie – ogień, tekstowo – bebechy na wierzchu. Do tego niepokojąca scena na okładce przywodzi na myśl apokaliptyczne wizje z drzeworytów Dürera. Uwielbiam.

Rok wydania: 2010

Ulubiony numer: „New Year’s Resolution”

Life without sound (Cloud Nothings)

Lubię jak z zaskoczenia atakują mnie tak dobre zespoły. Przypadkiem usłyszałem numer „Darkened rings” i jakaś nieokrzesana energia i bezpretensjonalność tego kawałka zwaliła mnie z nóg. Gwałtowny zachwyt wzbudził jednak obawy, kiedy sięgałem po cały album. Niepotrzebnie. Konkretny, zwięzły i tłusty kawał dobrego grania (9 pozycji). Genialny wokal Dylana Baldiego. Gość lamentuje zwrotkę z chłopięcą naiwnością, by nagle eksplodować w refrenie absurdalnie przesterowanym skowytem. Refreny często jedno-, dwuwersowe, nie sposób aby nie wgryzały się w podświadomość (np. I wanna life that’s all I need lately, I’m alive but all alone). Melodie i szczerość tej kapeli chwytają mnie za serducho. W kwestii okładki, ciężko cokolwiek napisać. Nijaka.

Rok wydania: 2017

Ulubiony numer: „Darkened rings”